Wiedza, Edukacja wyższa, kariera

Media przyszłości – social media – fanpage osobisty czy firmowy

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

Social media to grupa internetowych aplikacji umożliwiających rozmaite interakcje pomiędzy użytkownikami. Ich zasięg zdecydowanie wykracza poza obszar oddziaływania mediów tradycyjnych. Stanowią one bowiem zarówno ekwiwalent codziennej prasy, magazynów wyznaczające mody, jak i spotkań towarzyskich. Użytkownicy mediów społecznościowych kreują swoją wirtualną osobowość, określając siebie jako wielbicieli takiej a nie innej muzyki, kina, a także konsumentów produktów, które współgrają z pożądanym wizerunkiem. Jest to szansą dla brandów na to, by dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, co jednak należy zrobić w sposób umiejętny. Nawet słynny kowboj z reklamy papierosów nie przemówiłby dzisiaj do niczyjej wyobraźni, gdyby kojarzony był ze słabym fanpejdżem zamieszczającym wpisy na temat jarających farmerów, nudnymi postami na twitterze czy blipie oraz uaktualnianym raz w miesiącu blogiem.

Marketing internetowy to nowoczesna forma marketingu polegająca na promocji przedsiębiorstwa w sieci za pomocą stron WWW. Wychodzi on naprzeciw potrzebom współczesnego człowieka, który coraz częściej jest nie tylko użytkownikiem Internetu, ale jego integralną częścią. Dlatego marketing internetowy jest w stanie nie tyle uświadamiać oraz kreować marzenia i potrzeby naszego potencjalnego klienta, ale urzeczywistniać je i zaspokojać. Internet umożliwia szybki kontakt z konsumentem i ekspresowe przesłanie informacji reklamowej do niego,przez pozycjonowanie ich w popularnych wyszukiwarkach internetowych, różnych serwisach społecznościowych (Facebook, Twitter) oraz w formie mailingu. Ponadto atrakcyjny przekaz reklamowy i oryginalna grafika wieńczą całe dzieło umieszczanie treści promujących firmę na stronach WWW.

Więcej

Współczesny marketing internetowy

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

Marketing internetowy to płynięcie wraz z krwiobiegiem współczesności. W czasach, kiedy łatwo jest odwrócić wzrok od umieszczonego przy drodze billboardu, ale znacznie trudniej od ekranu komputera, telefonu lub iPada, marketing internetowy staje się najlepszą formą komunikacji z drugim człowiekiem. Możemy mu wysłać maila lub SMS-a, zwrócić jego uwagę kolorowym bannerem, zainteresować go, kiedy nudzi się, czekając na załadowanie ulubionej strony. Możemy przemawiać do niego za pomocą video i animacji, zaintrygować i zaprosić na naszą witrynę. Dzisiaj wszystko i wszyscy są połączeni, więc połączmy się i my – z serwisami informacyjnymi, portalami społecznościowymi i blogami. Płynąc z krwiobiegiem
współczesności, w końcu dotrzemy do serca klienta.

Ciężko jest jednoznacznie określić termin Social Media ponieważ obejmuje zbyt ogólny zakres komunikacji. Social Media są to media stworzone w celu rozpowszechniania treści poprzez relację między użytkownikami, oparte są na technologii tj. blogi, mikroblogi, fora dyskusyjne, serwisy społecznościowe takie jak Facebook, Nasza-Klasa, Myspace. Najważniejsza rzeczą w social jest wielokierunkowa wymiana treściami multimedialnymi poprzez video, tekst, audio, grafikę tworzoną przez internautów. Dlatego w dzisiejszych czasach każda firma, która czy zaistnieć bądź utrzymać się na runku koniecznie musi wziąć pod uwagę swoje działania w obrębie social media ponieważ stwarzają one nowe możliwości oraz dają innowacyjne podejście do komunikacji miedzy konsumentem, mediami a marką. Pozwolę sobie nawet użyć stwierdzenia ze obecnie żyjemy w erze Mediów Społecznościowych i to one kształtują w sposób mniejszy lub większy nasze życie.

Więcej

Touring – maszyna turinga

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

Turing zauważył, że każdy w pełni mechaniczny proces obliczeń składa się z następujących operacji: odczytywanie symboli, wymazywanie i zapisywanie symboli, zapamiętywanie i przenoszenie informacji.

Wszystkie te operacje wykonywała opisana przez niego abstrakcyjna maszyna, która mogła wykonywać zaprogramowane matematyczne operacje. Jej ograniczenie skupiało się do wykonywania tylko jednego, określonego algorytmu, przykładowo mogła wykonywać takie ciągi operacji jak podnoszenie liczby do kwadratu, dzielenie, czy dodawanie.

Konstrukcja maszyny Turinga opiera się na 3 elementach tj. głowicy odczytująco-piszącej, układu sterującego głowicą i taśmy o nieskończonej liczbie pól.Współczesnym odpowiednikiem nieskończonej taśmy jest pamięć komputera. Taśma dzieli się na komórki, w których umieszczone zostają symbole, które będą przetwarzane przez maszynę. Symbole te stanowią odpowiednik danych wejściowych.

Maszyna odczytuje ów dane z następujących po sobie komórek i przetwarza na inne symbole, czyli po prostu dane wyjściowe. Wynik działania maszyny jest również zapisywany w komórkach taśmy.

Więcej

Pierwsze kroki – www – jak zaczął się internet?

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

W ostatnich latach obserwuje się dynamiczny rozwój Internetu. Tworzone są coraz to nowsze technologie, ewoluują wyszukiwarki internetowe, a w związku z tym również metody optymalizacji witryn dla procesu pozycjonowania.

W chwili obecnej, aby myśleć o stworzeniu dobrej strony internetowej, która po publikacji w Sieci z góry nie będzie skazana na otchłań informacji, nie można zapomnieć o elementach optymalizacji strony pod kątem wyszukiwarek internetowych (Search Engine Optimization – SEO). Pomijając ten element przygotowana strona w najgorszym wypadku może nawet nie być zaindeksowana, a co za tym idzie nie będzie możliwe jej wyszukanie przez użytkowników Internetu. Skutkiem tego będzie drastycznie zmniejszona ilość odwiedzin opierająca się jedynie o odwiedziny bezpośrednie lub linki odsyłające. To również bezpośrednio przełoży się na sam cykl życia tejże strony. Strona budowana jest przecież po to, aby była wizytówką, sprzedawała usługi, skupiała wokół siebie społeczność itd. Bez dobrej widoczności w Sieci wszystkie te elementy bardzo się oddalają lub okażą się wręcz niemożliwe do osiągnięcia.

Więcej

Co oznacza słowo Wołoka – język rosyjski nauka cz3

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

Wołoka nie jest zwykłym dziennikiem podróży, opisem miejsc, do których autor dotarł i zdarzeń, których był świadkiem. Choć zasadnicza część opowieści niewątpliwie takim dziennikiem jest. Chodzi o Karelską tropę, która stanowi zapis przeprawy jachtem „Antur” przez Kanał Białomorski, tytułową wołokę, latem 1999 roku. Pozostałe dwie części – Zapiski sołowieckie z lat 1998 – 1999 i Dziennik północny z lat 2001 – 2002, mają charakter rozprawy, w której historia przeplata się ze współczesnością. Wilk prowadzi nas przez świat pierwszych kolonizatorów Północy, szesnastowiecznym szlakiem angielskich kupców, przez Rosję Piotra I, wreszcie przez trud budowniczych Biełomorkanału, do Jercewa, Miedgory, nad Jezioro Oneskie. A wszystko to jakby od niechcenia, językiem prostym, lapidarnym, zbliżonym do potocznego, ale bardzo ekspresywnym, niekiedy dosadnym. Nie stroni on od ruskiej bladzi i matów (przekleństwa), co sprawia, że opowieść staje się bardzo sugestywna, wciąga nas w osobliwą dal Północy.
Wędrówce przez zapomniany świat ruskich wsi i miasteczek towarzyszy nieustanne odwoływanie się do tradycji literackiej – zarówno rosyjskiej jak i polskiej oraz refleksja
o naturze pisania, która jest drugim głównym zagadnieniem poruszanym na kartach Wołoki. Przewodnikami duchowymi dalekich wypraw są Szałamow i Herling – Grudziński – to z ich relacji Wilk czerpie pierwsze wiadomości o rosyjskich głubinkach i mużykach, konfrontując je z własnymi spostrzeżeniami. Podczas podróży robi zapiski, notuje myśli, sny, przebieg drogi, rozmowy z ludźmi, nazwy roślin, smak potraw i co ciekawsze przepisy kulinarne.
W ten sposób powstaje konstrukcja o dość nieskrępowanej formie, coś na kształt niekończącej się opowieści, całość, którą dowolnie można uzupełniać o nowe elementy, gdyż „Wilkowe bajanie” o Sołowkach i Rosji zdaje się nie mieć końca. Dziennikarz snuje fabułę od siebie, swobodnie skacze z tematu na temat, od zdarzenia do zdarzenia, łączy wspomnienie z dniem dzisiejszym, pisze swoją tropę.
Bo dziennik ma wiele wspólnego z tropą – głosi zdanie otwierające trzecią część Wołoki. Tropa w żargonie myśliwskim oznacza wilcze ślady. To znak, który nie prowadzi
w żadnym konkretnym kierunku, jest tropem pozostawionym przypadkowo, niezamierzenie, wręcz lekkomyślnie. Książka Wilka jest zatem takim śladem pozostawionym po sobie, zaznaczeniem swojej obecności. Dodatkowo pozwala autorowi na porównywalną lekkomyślność, improwizację i swobodę w tworzeniu dzieła:
Moja tropa kapryśnie się pisze: to zygzakiem kluczy, jakby od kuli bieżała, to krąży – kołuje wytrwale z nosem przy ziemi, to w esach – floresach się gmatwa (jak w czasie zaprzeszłym), to blaknie i zanika
w jakimś trzęsawisku, by po chwili się wynurzyć z drugiej strony, to zastyga w błocie twardniejącym od mrozu, aby wiosną rozpłynąć się
w roztopie, to w słowach się odciska, to w odciskach palców, na papierze lub na piachu – czytamy w krótkim prologu Wołoki.
Już w pierwszych słowach Wilk informuje nas, z jakim rodzajem pisarstwa będziemy mieć do czynienia, lojalnie uprzedza, że krąg jego zainteresowań omija ludzkie skupiska
i wyświechtane frazy, unika miejsc zbiorowych kultów i masowej rozrywki, nie znosi świateł wielkiego świata. Ten, kto ruszy Wilczą tropą na bezludzie, w głąb północnych rubieży, odkryje wkrótce zapomniany, nie istniejący już świat karelskiej wsi, walących się monastyrów, niszczejących ksiąg, których nikt już nie czyta. Podróż ta jest metaforą drogi, którą każdy musi przejść sam, w głąb samego siebie, wydeptać własną tropę. Dlatego zasługuje Wołoka na uważną lekturę, a czas jej poświęcony, na pewno nie będzie czasem straconym.

Więcej

J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz8

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

T. pomagał ojcu w przeprowadzce urlopowej. Zauważyli (acz przeszli szybko obok) matkę Aliny – Fajtową, grubą, brzydką i nielubianą w towarzystwie radcy, ale spotkaną raz przez niego u Pańci, mającej „sposoby na obłaskawienie takich stworów”. Informację ojca o tym, że Alina jest z Piekarskim Lubieniu T. przyjął obojętnie. Cały dzień spędził z ojcem. Matka wróciła podekscytowana nazajutrz (z pielgrzymki), ale kiedy syn spośród przywiezionych pamiątek wybrał lukrowany piernik, wiedziała, że Bóg nie wysłuchał jej prośby. Upewniła się zatem tylko, że T. nic ojcu nie powiedział. Do kościoła zresztą T. nadal chodził z rodzicami, dopiero w ostatniej chwili dawał się odepchnąć przez tłum i stawał z tyłu bez przekonania w sens tego, na co patrzył. Nie wiedział, że każda z tych mszy jest w jego intencji i ksiądz szeptem dodaje: „Pamiętaj panie o słudze Twoim Teofilu…”. Ze względu na ojca T. utracił swobodę; zanosiło się na zawieszenie do końca wakacji wypraw do Lwowa po książki i że musi wystarczyć mu „Stara i nowa wiara”Straussa, czytana w czasie drzemki ojca, gdy T. wymykał się i szedł nad potok (był jednak boleśnie uzależniony od pogody).
Któregoś dnia radca przejrzawszy gazety oświadczył stanowczo (bo w sprawach pracy z radzącego się żony w drobiazgach stawał się stanowczy), że musi wracać na jakiś czas do Lwowa, bo będzie potrzebny w namiestnictwie ze względu na powodzie. Wyjazd Albina oznaczał dla T. okres swobody. Problemem był jednak Strauss, który ukrywany w dziupli starej wierzby przemókł i mimo zabiegów wyglądał katastroficznie – i jak go oddać nie tracąc zaufania wypożyczającego? Rozgoryczony wyrzucił książkę do potoku. A bez książki powrócił do „bałwochwalstwa ziemi” – zaszywał się w lesie, wracał z igliwiem we włosach, zarumieniony, a matka myślała, że nie może tak wyglądać ktoś, kogo Bóg opuścił.
Znów w gimnazjum – już w 7 kl. T. miał nowego towarzysza z ławki – chuderlawego (co budziło pogardę T.) Sebastiana Siwaka, którego wylali z poprzedniego miejsca nauki.
Tymczasem ojciec cały szczęśliwy wybiegł na miasto z pracy, znalazł żonę robiącą zakupy na straganach, zaczął ją dla zabawy „śledzić”, w końcu cały szczęśliwy ja dopadł – i przy wspólnym śniadaniu w jakimś lokalu niemal pustym wyznał, że dostał piątą rangę – czyli pierwszy stopień generalski (awans). Małżonka aż rozpłakała się ze szczęścia, za co był jej Albin wdzięczny, tym bardziej, że był tylko synem mularza. Albin już snuł plany – chciał kupić nowe mieszkanie, ale trzeba też mówić z T. Żonę tknęło na dźwięk imienia syna, zastanawiała się czy nie powiedzieć mężowi, bo może on zareaguje inaczej niż się spodziewa… ale nie powiedziała.

Więcej