Wiedza, Edukacja wyższa, kariera

J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz7

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

Tym z kim rozmawiał był dr Wincenty Kos., uwielbiajcy dyskusję choćby z milczeniem wykładowca wybitnie niepopularnej logiki na uniwersytecie. Kontynuujc dyspute mówił teraz do chłopca o cudach, że sa w każdej religii, dla Kosa cud jest jeden – książka „Historie” Tacyta – i stamtą podał przykład jak cesarz Wespazjan napluł na kalekich, żeby odzyskali wzrok i sluch, choc sam cesarz wiedział, że ich nie ma żadnych cudownych mocy.A ślepy i kaleka odzyskali swe siły. //w tym czasie zawiedziona Alina podeszla iod dom t. I rzuciłą na gzyms bukiecik fiołków//. O wierze inteligentnych m iowił jako o bałamutnej, pogmatwanej, gdzie nauka lączy się z wyuczonymi w dzieciństwie prawami wiary, aż w końcu tak mieszając się dochodzi do rezygnacji i obojętności. Nie wierzy, że mądry człowiek możebyc dziś wierzący. Wyszli z antykwariatu i chłopiec poczuł się nieswojo i rozeszli się szybko (Kos z gimnazjalistą nie mógł się na ulicy pokazać)Kos myślał tylko, że mógł chłopcu powiedzieć, że równie jak może on nieszczęśliwy czuł się Grek, do którego dotarło, ze nie ma biogów i Dzeusa itp. –bo „trzeba było mieć wtedy tęgą głowę, aby kryjąc w niej takie myśli, stać spokojnie pod niebem stzrelającym błyskawicami”. Tymczasem T. Biegl do domu, bo już była 8ma, myśląc ze może będzie nieszczęśliwy, ale nieszczęśliwszy by był jakby sięteraz zatrzymał i wyrzekł poznania parwdy.” I bięgnąc tak o krok od bramu rozdeptal bukiecik fiołków. Zapomniał, że istnieją i kwiaty, i dziewczyny.
G. cerując czekała na męża, gdy przeszedl koło niej T. I westchnął jej samej nie zauważywszy. Ponieważ milczał i był b. Zamyślony/zaniepokojony czy coś, gdy spytała co się dzieje, powiedzial że stracił wiarę i wyrzucił z siebie myśli..Przestraszyłą się, a T. Pod wpływem jej wzruszenia i lęku zmiękł i mówił jej co miał na sercu. Matka powiedziała mu że może mu to przejdzie, że to pewnie skutek nauki i że Bóg nie pozwoli mu porzucic wiary. Nakazala T. By nic nie mówił ojcu, ona będzie się modliła za syna. Tymczasem wrócil radca ze spotkania z namiestnikiem. Odmówił mu zostania członkiem Rady szkolnej, także ze względu na T. Który powinien radzić sobie bez żadnych protekcji. Żona nie była pewna czy dobrze zrobił, ojciec jednak nic nie podejrzewał, zwłaszcza, że T. Miał lepsze świadectwo. Sam T. Twierdził, że powinien być wolny od wad swego wieku stąd poprawa w nauce. O kościele myślał,że on go wychował i dlatego nie przestał go kochać. Zachowywal jednak tylko pozory – nie spelnia żadnych religijnych czynności. Zamaist książeczki do nabożeństwa do kościoa nosił kieszonkowe wydanie „Boskiej komedii”. Poszedł też do spowiedzi na koniec roku i wyznał x.Skromnemu niewiarę, co etn przyjął soppokojnie: „Trzeba mieć cierpliwość. Nie trzeba od razu odpowiadać przyjacielowi ani go słuchać. Niech sobie stoi pod drzwiami i puka. Jeśli mu nie odpowiesz, jeśli nie zapytasz „Kto tam?”, przestanie cię w końcu nachodzić.” T. Przyjął komunię i czuł się z tym strasznie, mie mając pewności czy nic mu za to nie grozi, tak iż zasypijąc dręzcyły go sklepienie z obrazami z głowami w aureolach, plamka krwi pośrodku czyjejś dłoni. Matce tajemnica bardzo doskwierała – w obawie, żeby przeżegnał się przed jedzeniem wołąła go dgy przy tsole był już ardca. Wyznala w końcu wszystko Pańci i popłakała sobie. Tego dnia wyjechali na lato do wynajętej willi w Brzuchowicach. Radca, z początku nie miał urlopu, więc przyjeżdżał po południu i wracal po kolcji do Lwowa. Sam T. Namawiał rodziców na Brzuchowice , by być blisko Lwowa i wypożyzcalni. Chodząc dużo piechotą oszczędzał pieniądze, które dawała mu matka i pociągiem dojeżdżał do biblioteki, z k™órej wypożyczał ksiażki mające jakikolwiek związek z jego watpliwościami, choć czasami miał pokuse poczyatć sobie Żerowmskiego czy Prusa, albo jakąś nową amerykańską powieść. Przezwyciężał się jednak. W osobnym kajecie robił notatki. Doszedl do apokryfów, kupił też małe wydanie Nowego testamentu, żeby mógl w swoich poszukiwaniach osdnosić się do odpowiednich fragmentów w ewangelii. I tak np. dwie genealogie Jezusa u Łukasza i Mateusza różnią się od siebie niemożliwie, Opowiadania o aresztowaniu i procesie są bałamutne, Krzyż na którym wieszano skazańców był słupem (nie miał nic wspólnego z symbolicznmym kształtem), kiedy urodzil isę Kriszna, zły krol Kansa kazal wymordować niemowlęta w kraju, czy Herod móglby zrobić to samo bez zgody prokuratora rzymskiego itp. Przy tym sielanka Renana była jak bajka. Z różnych wzmianek zgromadził też T. Wiadomości o niechlubnych dziejach Kościoła, papiestwa, Borgiów. Gdy mimowolnie wymknęło mu się o tych wszystkich papieskich zbrodniach słowo gdy odprowadzal ojca na stację, ten odpowiedział, że papież też jest człowiekiem, że radca też nazywa namiestnika ekscelencją (doskonałością) choć wcale tak nie jest (podobnie jak Ojciec Święty nie musi być doslownie swięty). Albin był przekonany o tym, że wciąż w kościele trwa świętość i trwała nawet w czasach Borgiów, bo mimo tylu perturbacji kosciół jest instytucją która wciąż trwa. Wracając pomyślał o Quo vadis Neronie, że powinno się napisać książkę gdzie wszystko byłoby inaczej: chrześcijanie palą Rzym z nienawiści do pogaństwa. Nie byłoby nic o św. Piotrze, który nigdy nie był w Rzymie. Nadchodziła burza, więc przyspieszył, powtarzając glośno myśli, których nie chcial zapomnieć, a które byy jak bluźnierstwa, jak pioruny, które waliły nad lasem.Gdsy wpadl do domu, był mokry, „zmięty”, z błyuszczacymi oczyma, że matka nieświadomie, „dziedzicznym odtruchem obrony przedsiłą nieczystą, uczyniła znak krzyża.”

Więcej

J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz6

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

Obudził się w nocy czując lęk, taki jak po spowiedzi, gdy przypomniał sobie, że nie wyspowiadał się z jakiegos grzechu. A teraz…? „Czul siebie jak wiersz, tragiczny i wzniosły”.Obrazy z Aniołem i Matką Boską nie zmieniły się, al. On już po nie nie sięgnął. Choć miał jeszcze w sobie resztkę nadziei, że wszystko się jeszcze odwróci. Doszedl do wniosku ,że Ojcze nasz jest modlitwą jakby bezwyznaniowa i mógłby ją mówić bez odniesienia do konkretnego Boga, jednak czy mógłby to zrobić nie przeżegnawszys ię wcześniej? Wstał wcześnie, czekał na niego tradycyjny koszyczek ze słodyczami pryslany przez Pańcię. Po śniadaniu wróci do siebie i zasiad do dogmatyki, szukając tam oparcia, jednak w porównaniu z tekstem Renana wszystko to było ubogie. Nagle pojawił się ojciec, T. Wystraszył się : To „Dogmatyka? A zląkłeś się tak, jakbym cię przyłąpał na złej lekturze”. T. Bł się że ojciec odgadnie jego myśli; ojciec jednak wyglądl łagodnie i miał dobry humor. T. Zastanawiał się jak zareagowałbyojciec n ejgo przygodę.Może i ojciec to przecodzi i z tego się wyrasta? Weszla matka powiedzieć dzień dobry, powiedzial też że u pańci (gdzie byli zeszłego wieczoru) były Niusia i Alna . T. Nie zareagował tylko zaczął przerzucać książki na półeczce.
Tymczasem Alina…Ona pewna że kocha T. Nawet się pomodliła o spotkanie z nim.Opatrzność jednak nie wysłuchała, T,. Nie miał jednej lekcji i wyszedł wcześniej. I tak gdy A. Ufała, że natknie się za chwilę na T., sam T.zaszedł do antykwariatu, żeby kupić widzianą na wystawie: „Dzieje jednego z synów bvożych” Redlińskiego. Gdy płacił jakiś facet za plecami zapytał dlaczego ją kupuje (bo zobazcył na wystawie) i żeby opuści wstęp bo dość mętny. T. Zapytał go co o tym sądzi (znazcy nie tylko o książce ale całej problematyce), człowiek kazał mu usiąść i zaczął mówić, że „ciekawe” jest to, że w tym czym się zajmuje T. Może z jednym człowiekiem obejść się tak nieludzko, że nawet pozbawić istneinia, podczas gdy np. daty smierci Juliusza Cezara nie może przesunąć choćby o dzień. I że on sam ma watpliwości, bo oprócz ewangeliinie ma żadnych bezinteresownych źródeł. On wątpi, że w łodzi 300 łokci długiej, 50 szerokiej, 30 lokci wysokiej zmieścił Noe pary zwierząt i wątpi w mądrość tych co tak sądzą, a nigdzie nie jest napisane że autor poslużył się przenośnią, a księga objawiona nie może przecież zawierać pomyłek. Podaje przykład Cyrusa wspomnainego w Biblii 200 lat przed wlasnym urdzeniem – on jednak to, co niegdyś uznane zostało za cud, sklonny jest uważać za apokryf, bo czemużby nie mogło tak wlaśnie być. T. Aż zrobiło się ciepło.

Więcej

J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz5

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

A T stracił naiwność wiary z postępem nauki religii, która w tym roku przeszła do dogmatów, stając się abstrakcyjna. Wykłady ks. Grozda sproszkowały Pismo Św. w morze cytatów, które ks. miał posegregowane w małe archiwum. Okazało się więc w tym roku, że wiara nie jest rzeczą łatwą. T. zaczął więc lekceważyć niebezpieczeństwa zagrażające duszy, pewny, że x.Grozd zdoła ją ocalić podręcznikiem dogmatyki. Wolał tajemnice wiary. Matka wierząca, że jeśli umrze zaopatrzona w św. Sakrament pójdzie do nieba mimo ze nic nie rozumie z podręcznika. Ks. Skromny przywrócił mu teraz wiarę w rzeczywistość zdarzeń opowiedzianych w ewangelii. Po kazaniu była msza, na której T. modlił się żarliwe, potem szedł w samotności (tak było mu dobrze).W sobotę T. poszedł do spowiedzi do ks. Skromnego ze ściągawką z grzechami. Sprawę pocałunku zostawił na koniec, ale ks. Skromny wybrał mu za pokutę modlitwę, choć miał już przygotowane kazanko o tym, że T. jest za młody i że musi się skupić na nauce itp. Gdy wyszedł z kościoła, T. potargał ściągawkę i zakopał ją jeszcze pod krzaczkiem bzu. Zawsze tak robił.
W Wielką Sobotę Teofil poszedł z ojcem na Boże groby ukrywając „Stara baśń”, którą chciał potajemnie wymienić w wypożyczalni (już mógł korzystać, bo oceny miał lepsze). Rozmawiali o datkach i tytułach – ojciec był zzdania, że choć księżna jkaśtam dąła mało, to jej ojciec przelał krew, luib oddal majątek a tonie jest bez znazcenia.Zaczęli zwiedzać kościoły.Wymknął się w jońcu ojcu w tłumie (widział z daleka jak ojciec rozglada się za nim).Wypożyczalnia była już jednak zamknięta, spotkał jednak Jurkina, starszego o jedna klase, straszniego onieśmielał. J. zaproponowal, ze jak ich nie wpuszczą to się zamienią. T. Wstydził się swojej Starej baśni (Platona zresztą przy Jurkinie też by się wstydził), ale J. stwierdził że ją lubi, bo przypomina mu dzieciństwo. On sam miał „Żywot Jezusa” Renana – śmiał się że to cos w sam raz na wielkanoc i żeby się T. Nie bał, da się żyć po przeczytaniu tego. J. zaprowadzil go do jakiegos innego przejścia do wypożyczalni, gdzie T. Faktycznei wypożyczył książkę oddaną przez J. (ten się uśmeichnął na ten widok). Postanowił pójść na rezurekcję do kościoła św Elżbiety, tłumaczc sobie, ze teraz, jak nie czuję obowiązku i przymusu, jaki czułby idąc z ojcem, teraz odczuje prawdziwą laskę.z ojcem spotkal się już w domu i przeprosił (ojciec przypomniał mu jak 10 lat wcześniej obiecal iść z ohjcem po matkę na dworzec za cenę czekolady, jednak gdy ją dostał po 100 m stwierdził, ze bolą go nogi i wrócił do dom, żeby bawić się z psem). Zajął się pożyczoną książką, na która patrzył niechętnie – nazwisko autora i tłumacza nic mu nie mówiło, wstęp tłumacza był niepokojacy, T. Był pewny, że jest ona w sprzeczności e światem świec, śpiewów i dzwonów, z k™órego niedawno powrócił.Nastepnego dnia przyszedł zanjomy ksiądz poświęcić stół, zjedzono bogate śnmiadanie, był to dzień w którym” T. Wyruszył w drogę, z k™órej powrócił zupełnie innym człowiekiem” . „Wchłonął” napisaną przez byłęgo seminrzystę książkę, w k™órej „Boga rozbeirano z boskości”, doznając niemal takeij rozkoszy, ajka przeżyl piszcy ją czowiek.

Więcej

J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz4

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

Po obiedzie Fajtowie przynieśli za zgodą P. Grodzieckiej wypożyczony gramofon (cichy, żeby sąsiadom nie przeszkadzać). Dorośli przeszli do salonu na karty, młodzież i leniwy radca Piekarski zostali w jadalni, gdzie był gramofon. T wyszedł stamtąd, tłumacząc się, że nie umie tańczyć (nie do końca to prawda). Wolał skryć się w pokoju z dorosłymi. Wypił kieliszek wina ukradkiem i zrobiło mu się znośniej. Szelest kart przywołał wspomnienia, jak dawniej towarzyszył matce i Pańci i zasypiał wśród robótek [„Nie trzeba przeżyć połowy życia, aby znać urok swojego dzieciństwa”] T. miął chwile tęsknoty za sobą z dzieciństwa, kiedy był bardziej rozgarnięty i wyraźniejszy niż teraz. Nie słyszał jak kapitanowa mówiła do jego matki, że niejednej pannie taka twarz jak T. przyniosłaby szczęście. Tymczasem w jadalni bawiono się już inaczej – w telegraf i T. wciągnięto do zabawy, tak że nie miał jak uciec, a chciałby zwłaszcza, że przekazywano sobie nie wiadomości, a gesty, pocałunki, a on się przy tym rumienił. Uciekł w końcu znów do salonu, marząc o byciu despotą, który ma władzę zupełną, żeby to Zosia i Niunia się rumieniły, gdy kazałby im się rozebrać do naga, a mężczyzn kazałby pozakuwać w kajdany. Znów młody Fajt przyszedł po niego – T. Miał być adresatem poleconego listu. Przeszedł przez jadalnię, gdzie grano w fanty i T. ciarki przeszły, mimo że wiedział, że jego rzeczy tam nie ma. Fajt wepchnął T. do jego własnego ciemnego pokoju. Była tam Alina, a „listem” okazał się pocałunek. Gdy do pokoju zapukał Fajt z pytaniem, czy jest tam jaka poczta, T. Wymknął się drugimi drzwiami i schronił w pokoju ojca. Tymczasem zaczęto delikatną „pijatykę”. T. Straał się wyłapać głos Aliny. Opuścił swe ukrycie, gdy goście zaczęli wychodzić, mimo zatrzymywań p. Grodzieckiej. T. rozumiał matkę, tak jak ona bał się nagłej pustki w niedawno tak pełnym ludzi lokum. Bał się też pożegnania z Aliną – niepotrzebnie: uścisk dłoni był szybki, ale A. zdążyła spojrzeć Teofilowi prosto w oczka, co odarło go z ciała, ziemi, przestrzeni, czasu … :]
Dyrektor szkoły – Zubrzycki niepokoił się brakiem księdza do odprawienia rekolekcji i listem ks. Grozda – pierwszego katechety gimnazjum, zawiadamiający o chorobie. X.Grozd wprowadził do gimnazjum drugą (nie dyrektorską) władzę: milczącą, ale stanowczą. Co spowodowało, że dyr. stał się bardziej skryty i ostrożny. Teraz wobec rekolekcyjnych kłopotów wezwał drugiego katechetę – x. Skromnego (z charakteru i nazwiska) – pobłażliwy, orędownik uczniów, przemytnik pytań dla maturzystów, każdemu z religii pisał najwyższa notę (skrzywdziłby katolickie dziecko, posądzając je o niedoskonałość w religii). Na wieść, że poprowadzi rekolekcje, x.Skromny był w rozpaczy, tak bardzo podziwiał rekolekcjonistów. W czwartek – dzień rekolekcji – przyszedł w nowej sutannie (wyjątkowa okoliczność, normalnie chodził w starej). Kazać miał na sali gimnastycznej, gdzie młodzież zastał w totalnym rozprężeniu. Poczekał aż przyjdzie jeszcze kilku profesorów, a uczniowie się uspokoją. Ks. S. wyglądał śmiesznie – mały, gruby, śmieszny przed kilkoma szeregami chłopców. Zapowiadała się nuda. T. odsunął się od kolegów (ich szepty, śmiechy przeszkadzały mu) i stanął koło Kościuka – ten syn chłopa wiedział ile ojca kosztuje nauka, więc czuł się w obowiązku słuchać uważnie, zresztą podobało mu się, że nie musiał się teraz wysilać, żeby zrozumieć o co chodzi. T. słuchał księdza w zadumie – ks. mówił o ostatnim tyg. Zbawiciela niemal słowami ewangelistów, ale zadziwiał T. prostotą; T. przywykł bowiem do patetycznych nauk, pomieszanych z patriotyzmem i że ostatnie zdanie zawsze jest o zmartwychwstaniu Polski.

Więcej

J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki cz3

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

T. wyszedł z kościoła. Jakieś panny po niem. mówiły o pogodzie, a potem zapewne o nim (szeptu szeptu szeptu), a on – będąc w wieku pięknym adolescencji – właśnie stwierdzał, że nie jest bynajmniej elegancki. No i sama właścicielka głosu była niczego sobie. Nie wiedzieć kiedy doszedł pod teatr, potem ratusz i włóczył się do godziny prof. Majewskiego – ugrzecznionego „nieskazitelnego urzędnika nauki” , prowadzącego starannie i dokładnie lekcje, szanowanego przez uczniów. T. Był jednym z najlepszych jego uczniów, choćby dlatego, że miał staranny zeszyt do zadań, poza tym wiedział kiedy i jak się odezwać („Grodziecki zachowuje się na polskim jak kurwa”- opinia wąsatego repetenta., wg T. nie do końca pozbawiona słuszności). Rozgoryczony wszedł w jedną z ulic, nie umiałby powiedzieć czego mu brak, nie dorósł do słów, które mogły by to wyrazić, „Znalazł się na tej przełęczy życia, gdzie pragnie się być w jakiejkolwiek sprawie przyczyną, a nie zawsze tylko skutkiem, i gdzie rodzi się lęk, że człowiek może zostać na resztę swych dni oszołomionym i bezradnym widzem”. Dalej opis pasażu (sklep z fotografiami, kiosk z pysznościami(ksztany i takie tam)), kawiarnia, pomnik marmurowej panny, która oburza Rade Miejską (jako wizerunek grzechu) – Teofil rzecz jasna omijając twarz obrzucił nagą rzeźbę wzrokiem.
Imieniny radcy Albina – goście z prezentami: papierośnicami, zapalniczkami, słonikami na szczęście (od pań). Byli też bracia Fajtowie – praktykanci rachunkowi i ich siostra gimnazjalistka Alina. Była też tzw. Pańcia (Małgorzata Paykart, która stała się Pańcią ze względu na sposób w jaki zwracała się niegdyś do swych piesków) – wdową została mając 17 lat – mąż się zastrzelił w wigilię, czego po jej pogodnej starości trudno byłoby się domyslić. T. ją lubił – była w jego najdawniejszych wspomnieniach. I ona go lubiła. Przy stole odpowiednia hierarchia (np. Fajt mówi półgłosem, by niebacznym słowem nie wtargnąć w wyższe rejony stołu). Goście odpowiednio usadzani, np. koło T. jego nudna rówieśniczka, z która nie miał o czym rozmawiać. Dlatego T-wi odpowiadało, że musiał pomagać przy stole, tak by ojciec nie musiał wstawać. Pańcia, kapitan Siekierski, Albin troszkę politykowali, że oskarża się ludzi prostych o szpiegostwo (zapytał kogoś parobek dlaczego jedni noszą czerwone, drudzy niebieskie portki). Kapitan powiedział, że gdyby radca miał te same wiadomości o szpiegostwie rosyjskim nie śmiał by się (z inf. o kolorze spodni można wnioskować o formacjach wojskowych). Kapitan był zły, nie lubił tego długiego okresu pokoju, bo siwiał i chciał awansu. Złożył natomiast wykwintny toast za Albina: Albinus znaczy biały – imię w sam raz dla duszy radcy (wazeliniarz). Kapitan przemawiał w tonie wysokim, nawiązując w poincie do noszonego przez wszystkich w sercu orła. Niusia Piekarska starała się za serwetką ukryć śmiech – T. to zdziwiło; pomyślał, że chyba nigdy nie przyjdą lata, żeby słowa podobne wzruszały ją jak wzruszają dziś jej matkę.

Więcej

J.Parandowski „Niebo w płomieniach” Teofil Grodzicki

Posted by on Sie 3, 2016 in Bez kategorii | 0 comments

Teofil Grodzicki ma ferie zimowe, ale musi się uczyć łaciny. Ojca drażni jego niskie świadectwo, pokazuje mu swoje (celujące). Syn tymczasem podziwia biurko Albina-ojca: atramenty, papiery, kolekcja brzytew, mydełko do golenia, ale też poukładane dokumenty ( w tym świadectwa – i ojca, i syna(11)). Teofil [T.] od dziecka uwielbiał to biurko i chciał je mieć i nie zawsze z tych pragnień umiał wypędzić myśl o śmierci ojca. Teofil żałował, że szkoła nie jest jak kościół, że nie można odzyskać prymusostwo jak łaskę po spowiedzi. Urodził się 2 października w dzień Aniołów Stróżów więc liczył na ich szczególną opiekę; na ścianie wisiał obrazek z aniołem, który chroni małą, bosą dziewczynkę w ciemnym lesie. Mały T. całował przed zaśnięciem ten obraz. Teraz dla T. bardziej pożyteczny byłby Anioł w postaci niewidzialnego, podpowiadającego kolegi, zwłaszcza, że przez naturalny kontrast prof. łaciny przypominał mu diabła, np.: ów prof.Rudnicki zauważył w przeciwieństwie do swoich poprzedników, jak ołówkiem między wierszami tekstu T. pisze polskie tłumaczenia. T. okłamał wtedy nauczyciela, że tłumaczenia nie były jego, że znalazł je w książce. To kłamstwo strasznie mu doskwierało, stąd zerwał się wcześnie rano cały drżący, złapał za łacinę i… zrozumiał –zasadę i tekst, i zobaczył i usłyszał ten tekst (Romulus i Remus), uznał to za ciekawe, wciągnęło go to tak, iż nawet nie czuł zimna. Potem śniadanko z ojcem – zadowolonym, że syn zabrał się za łacinę- i matką, martwiącą się, że na mieście komentują, ze samolot rosyjski nie pierwszy raz krąży nad miastem. Radca (ojciec – Albin) bagatelizował to, będąc z tej „szczęśliwej generacji, która pokój zwykła uważać za naturalny stan rzeczy”. Matka jednak w myślach obliczała ile jeszcze lat spokojnych przed nimi. Ojciec poszedł po księgi, w których od 12 lat zapisywał, co się działo i każdego dnia odczytywał co działo się tego dnia (1 luty) w ciągu tych 12 lat, np.: 1.02.1900: odwilż, w biurze kłotnia, Teofilowi obiera palec itp.; 1.02.1904: np. Teofil nie potrafi wymówić słowa gil, zakup stolika do kart, 1.02.1912: mróz, Teofil czyta za dużo niepotrzebnych książek, samobójstwo dyr. szkoły, kupienie „Gromu maciejowickiego” Przyborowskeigo – bo autor skazany za nienawiść do Moskali w książce, książka ma być spalona; o wpół do 11 – spać itd. Czasami T. domyślał się z niezręcznego pomijania niektórych fragmentów, że są tam też historie miłosne rodziców. Dla T. Ta kronika miała swój czas – pokazywała mu jak rósł; pozwalała znów układać pociąg z krzeseł, dostawać raz jeszcze 1.zegarek itp. Rodzina T. była „ścieśniona”: T. dziadka tylko sobie wyobrażał (pozostała szanowana fajka), babcie pamięta jak przez mgłę, mama weszła do rodziny sierotą, o jej siostrze słuch zaginął (wyjechała do Ameryki). Więc byli sami – we troje. Gdy ojciec wszedł do pracy, a matka na zakupy, T. został sam, w ciszy tykania zegarów, przerwanej krótkim dźwiękiem na moment uruchomionego zegara grającego z figurkami Rodziny Św.
Prof. Rojek zobaczywszy któregoś ze swoich uczniów przeszedł na drugą stronę ulicy, żeby się taki za nim potem nie wlókł.

Więcej